Zgłoś naruszenie...
Wybierz jedną z poniższych opcji.
Ten komentarz dotyczy mnie lub znajomego:
atakuje mnie,
atakuje znajomego.
Komentarz dotyczy czegoś innego:
spam lub oszustwo,
propagowanie nienawiści,
przemoc lub krzywdzące zachowanie,
treść o charakterze erotycznym.
Odpowiedź do konkursu [x]
Uwaga! W odpowiedzi nie podawaj swoich danych osobowych i kontaktowych. Organizator konkursu skontaktuje się z Tobą jeśli zostaniesz zwycięzcą!


od: 
Zadeklaruj zamówienie produktu
[x]
Liczba sztuk:
Po zatwierdzeniu zamówienia zostaniesz przekierowany na stronę płatności.
zamawia: 
 
Panel

lusiek
Idaredowe szczęście

offlinelusiek blog budowlany - wyślij wiadomość - OBSERWUJ | Blog budowlany
Projekt: DOM W IDAREDACH
121320 odwiedzin | wpisów: 190, komentarzy: 1691, obserwuje: 300

Rodzinny romantyzm

autor: lusiek blog budowlany - wyślij wiadomość Dodaj wpis do ulubionych »

Romantyczna kolacja w czwartek? Czemu nie! Ja jestem bardzo na TAK!

Wszystko przygotowane w tajemnicy (prawie) i na najwyższym poziomie. 

Pięknie nakryty stół, wytworna zastawa, świeca, wyborne jedzenie, słona przekąska, słodkie bułeczki, połyskujące w kieliszkach różowe wino, malinowa herbata w ulubionym kubku, woda... Profesjonalizm i perfekcja!

Tańce-przytulańce, romantyczna (?) muzyka..

Alem się rozmarzyła...

Księgowy 5 lat! temu obiecał mi romantyczną kolację! A jak obiecał to obiecał!
I wcale nie trzeba mu co pół roku przypominać ;P

Tak mogę jadać w każdy czwartek! Ba nawet codziennie!!!

Podziwiajcie i zazdrośćcie! A co! Ja na przykład sama sobie zazdroszczę takiej kolacji! i pękam z dumy, nie z przejedzenia ;)





Wspomnień czar...

autor: lusiek blog budowlany - wyślij wiadomość Dodaj wpis do ulubionych »

Odkąd nasze Idaredy stały się naszym domem nie budową, zrobiłam z Księgowego wieśniaka... Tak, tak, Kochani. Pamiętam jak po ślubie Księgowy wyprowadzał się z bloku w centrum miasta na obrzeża. Co on się najęczał, narzekał, że to takie zad...pie... Że teraz wszędzie daleko - tak jakby te 4 kilometry, czy tam 5, było jakąś mega odległością, której nie da się pokonać w rok!

Po kilkunastu latach mieszkania na zad...piu, zaczęliśmy myśleć o budowie domu. A jakże Księgowy chciał w centrum (podejrzewam, że idealnym miejscem dla niego byłby rynek!) albo choć blisko centrum. Mnie by to może jakoś też się spodobało ale... wiecie najlepsza mamusia, to jednak mamusia! Nie może mieć zbyt blisko ;). I tym oto sposobem wyprowadziłam Księgowego w pole, na wieś! Ciągle mam wątpliwości czy aby ta nasza wieś nadal wieś z mego dzieciństwa przypomina, ale pola są. Z drugiej strony w Małopolsce, gdzie by to nie było, wszyscy wychodzą na pole!!!

Krowy na tej wsi nie uświadczysz, gęsi i kaczek też nie widziałam. Raz widziałam kurę... Ale to było dość daleko od nas. Nie ma już takich prawdziwych gospodarstw, na naszym osiedlu nikt nie pali węglem, nie sadzi ziemniaków. Sąsiadka ma warzywniak, do którego i ja powoli dorastam - na razie udało mi się wyhodować borówki amerykańskie, miętę i bazylię. To nie jest wieś z mojego dzieciństwa. Bo ja, moi Drodzy, pochodzę ze wsi. Mieszkałam w mojej wsi w bloku na samym rynku! Więc, łatwo się domyślić, ze centra wszelakiej maści, nie bardzo mnie pociągają ;)

Owszem hodowaliśmy zwierzątka: papużki, chomiki, świnki morskie, rybki... jaszczurki też do domu znosiłam... Taka trochę chłopczyca byłam, wszędobylski zdobywca drzew i rzek ;)

Całe życie z poobijanymi kolanami, ranami, z patykiem w ręce, brodząca po pas w mule rzecznym albo wędrująca po bagnach w poszukiwaniu czołgu, co to go najstarsi mieszkańcy wsi widzieli, jak mu lufa wystawała z bagien... A taki czołg to nie byle co, każdy chciał znaleźć.

Nie to, co Księgowy... grzeczny ułożony... no po prostu Księgowy!

I ja takiego Księgowego na wieś sprowadziłam. A że krów u nas brak, a chciałam żeby moje dzieci miały okazję spotkać krowę, taką prawdziwą niekoniecznie fioletową... wywlokłam rodzinę na wakacje...

Nie, wcale nie na wieś! Do miasta, miasteczka! Na dodatek rozbudowującego się i tworzącego kurort... Za ileś lat tam wrócę sprawdzić co, to z tego kurortu wyszło ;)

Proszę Państwa! Oto krowa! Prawdziwa! Żywa! Miejska! Przybrzeżna czy też "przyplażowa" ;)

 I to co kocham najbardziej! Bałkany!!!

Czyż nie jest tam pięknie...

Może nasza wieś ładniejsza, bo nasza... ale Bałkany też kiedyś będą nasze! A jak nie... Bo gdzie ja będę stare kości wygrzewać w słońcu? Na wsi? Wśród gęstej zabudowy, z dala od ciepłego morza?

Przecież nie będę chodzić na krioterapię do Dunajca? Brrr... Zatem tej jesieni z wiosenną pogodą zapraszam Was do mnie... Na moje Bałkany :)



Nowy Członek rodziny :)

autor: lusiek blog budowlany - wyślij wiadomość Dodaj wpis do ulubionych »

Jakiś czas mnie nie było na blogu, choć codziennie o nim myślałam. W głowie układałam posty do napisania, ale ciągle brakowało czasu.

Juniorka kończy gimnazjum. Jest tą szczęściarą, która jako ostatni rocznik ma zaszczyt skończyć szkołę, która de facto już nie istnieje.

Małolata zaś rozpoczęła edukację w pierwszej klasie podstawówki. 8-letniej jak i jej rodzice. A jakże.

W tak zwanym, międzyczasie rodzina nam się powiększyła. 

Pojawił się On, mało absorbujący, głośny i okrąglutki jak koło! Jest cudowny. Od pierwszego dnia zakochałam się okrutnie! 

Uwielbiam Go! Zrewolucjonizował mój świat! Pozwolił aby w moim życiu tak wiele się zmieniło i nabrało innego wymiaru.

Nie jest mięciutki i pachnący, za to jest żarłoczny i wszędobylski ale też jest dla mnie bardzo ważny! 

Kochani! Poznajcie Zenka!!! 

Niech nie zraża Was jego śniada cera i głośny styl bycia! Myślę, że jak i ja zapałacie do niego głębokim uczuciem!





Masz babo placek

autor: lusiek blog budowlany - wyślij wiadomość Dodaj wpis do ulubionych »

Kosiarka kosiarką! kupiona. Księgowy sam wybrał - niebieską ;) Nie wiem czy zaważył na wyborze kolor (bo miała być Stiga) czy jakieś inne, zapewne mniej istotne, względy ale i tak najważniejsze jest to, że w ogóle jest!

Jest i kosi! I to rękami Księgowego. A jakże! 16 lat alergii na świeżo koszoną trawę jak ręką odjął... Prowadził tę kosiarkę z dumą i ewidentną fascynacją. Zapomniał wszakże, że żona wierzy ciągle w okrucieństwo alergii, która dopada szanownego małża, jeżeli ten tylko zbliży się do skoszonej trawy!

A tu nic! Zdrów jak ryba. Wiedziałam, że wyprowadzka na wieś wszystkim nam wyjdzie na zdrowie!

A nie słyszał ktoś przypadkiem o jakiejś alergii na prasowanie? mycie okien, lub przynajmniej na gotowanie obiadów? Chętnie bym przysposobiła, choć jedną ;)

Ja tu gadu gadu, a o plackach miało być!

Nie, nie o plackach ze śliwkami czy innymi takimi. Wypieki to nie moja bajka (te na twarzy, też jakoś nie są u mnie zbyt częste, albo w ogóle widoczne).

Chodzi, moi drodzy, o placki na trawie. Bynajmniej nie krowie!

Placki bez trawy, z usychająca trawą, z ciemną zieloną trawą... O co kaman w tym moim trawniku?

Kompletnie nie wiem o co chodzi. Podlewany, pielęgnowany.... I taki mało atrakcyjny. 

Są miejsca, kółka, gdzie ani jedno źdźbło nie wyrosło. Są plamy usychającej trawy i takiej lekko różowo-rdzawej...

No nie jest dobrze, mój wyczekiwany trawnik choruje...






Statystyki mojabudowa.pl
Liczba blogów:48581
Liczba wpisów:206334
Liczba komentarzy:872165
Liczba zdjęć:762150
Użytkownicy online:336